Archive for the ‘Weronika’ Category

Ona ~3

Jest dobrze. Jest nawet lepiej niż mogłam się spodziewać i oby tak zostało. Najpierw było śniadanie i to do łóżka. A później kawa i moje ulubione ciastka zbożowe. Tak. W końcu mogę, to powiedzieć: jestem z siebie/z nas dumna. Po południu byliśmy na spacerze. Zrobiłam chyba z milion kilometrów. Już nawet wyobrażam sobie te zakwasy jutro rano, ale jeśli tak dalej pójdzie nawet one nie będą w stanie zepsuć mi humoru.

Spacer

fot. flickr.com/edga/CC

Na jutro zaplanowaliśmy maraton filmowy. Oczywiście co dokładnie będziemy oglądać jeszcze nie wiemy – jak zwykle nie możemy się w tej kwestii dogadać. Dlatego pewnie znów postawimy na jakieś komedie i filmy akcji.

Szkoda, że już wrzesień. Wakacje po raz kolejny minęły zdecydowanie za szybko. Pocieszające jest to, że za rok będą następne. Mniej optymistyczne – że przed nami zima. A tej nie znoszę. I to bardzo. Szczególnie, gdy trzeba wyjść z domu, a za oknem metr tego białego i -20. Nie wspomnę już o podróżny pociągiem. Raz zresztą tak z Erykiem utknęliśmy. Pamiętam jak dziś. Jechaliśmy akurat z Bydgoszczy do Poznania. Gdzieś w połowie trasy pociąg się zatrzymał. Przyszła pani konduktorka i powiedziała, żeby lepiej się ubrać, bo jeśli w ogóle ruszymy to bez ogrzewania. Jak nietrudno się domyśleć nie ruszyliśmy. Ostatecznie, trasę, którą normalnie robimy w około 3 godziny jechaliśmy 6 :)

Ona ~2

Podobno rano marudzę jeszcze bardziej. Pytam więc: co to znaczy to „jeszcze bardziej”, że niby „jeszcze bardziej” niż kiedy. I co słyszę: W sumie racja, u Ciebie nie da się bardziej. Tym razem nie wytrzymaliśmy oboje. Nie, nie ze złości. Ze śmiechu nie wytrzymaliśmy. A marudzisz jeszcze bardziej stało się jednym z naszych ulubionych tekstów, pasujących do niemal każdej sytuacji.

   Poranki

fot. flickr.com/Helga Weber/CC

Wracając jednak do tego poranka. Naprawdę miałam dobre zamiary. Całe plany nawet miałam. Że wstanę o 8 i że będzie sporo czasu. Na wszystko. Niestety kołdra miała inny pomysł na sobotę i, gdy ja już naprawdę chciałam się zwlec, tak mocno mnie przyciskała, że nie dało rady. Więc się poddałam. A później… Hmm… Później jak zwykle była 10. Odetchnęłam więc z ulgą, że przynajmniej ta jedna rzecz jest w moim życiu stała :)

A Eryk? Jak zwykle szalał od 6. W ciągu tych czterech godzin zdążył pójść na zakupy, do, jak to mówi nasz znajomy, „Robala” (chodzi oczywiście o Biedronkę), pobiegać i jeszcze 2 godziny pograć. Podziwiam. Choć sama nie wiem za co bardziej– czy za umiejętność wstawania o 6 rano w wolną sobotę czy za zrobienie tylu rzeczy w 4 (przecież tylko) godziny :)

Ona ~1

Podobno na psychoterapię warto pójść tak dla (świętego spokoju i) profilaktycznie przynajmniej raz do roku. Podobno dobra psychoterapia potrafi postawić na nogi nawet najbardziej beznadziejne przypadki. Dlaczego więc nie miałaby pomóc nam?

Jestem Weronika.
Gdzieś w kuchni krząta się też On – Eryk
A to będzie nasz terapio-blog.

Wstęp

fot. flickr.com/Todd Binger/CC

Początkowo sprzyjało nam wszystko – nawet imiona. Ich pierwsze litery składają się w wyraz WE, a więc my. Czy może być lepszy znak? Z czasem jednak zaczęły się schody. Nic nie poradzę na to, że jestem pedantką i irytuje mnie nawet krzywo zasłonięta zasłonka. (To trochę jak w piosence Mozila „Pożycie małżeńskie”. Cholera, że też wcześniej nie wpadłam na pomysł żeby sprawdzić czy zasłony równo zasłania i czy w kuchni nie ofiara. No, ale nic. Teraz to i tak za późno). On twierdzi, że idealny świat nie istniej. Po co więc tracić czas na coś czego nie ma. Szkoda życia na równiutkie układanie spodni kolorami czy wycieranie zlewu za każdym razem, kiedy pojawią się na nim krople. Przecież po to jest, by leciała do niego woda.

Jak tak na nas czasem patrzę, to wierzę. Wierzę nade wszystko, że przeciwieństwa się przyciągają. I może to właśnie na tym polega piękno tego świata.