Archive for the ‘Eryk’ Category

On ~3

Skłamałbym, gdybym powiedział, że lubię odwiedzać to miejsce. Przynajmniej nie w roli piszącego, ale jedno jest pewne – chyba widzimy światełko w tunelu:) Nie wiem czy to ty blogu maczałeś w tym palce czy po prostu w końcu sami zrozumieliśmy, że nie ma o co się kłócić. Wcale mnie to nie obchodzi. Liczy się tylko efekt.

Radość

fot. flickr.com/gfpeck/CC

Oto mój plan na dziś:

zakupy (najlepiej, sam i najlepiej szybko – kobietom zabiera to zdecydowanie zbyt wiele czasu)

gotowanie (tylko razem. Co jak co, ale Weronika z darem do pichcenia się nie urodziła. Dlatego, żeby uniknąć potężnej katastrofy i żołądkowych przebojów, wolę mieć oko na jej kuchenne rewolucje, czyli, jak to mawia moja mama: weźmiemy się i ugotuję).

On ~2

No i pięknie. Weronika mi się obraziła. Bo niby uważam, że jej pomysły są głupie. A powiedziałem tylko, że ten blog jest głupi. To przecież nie to samo. No sami przyznajcie – różnica jest ogromna. Pocieszające jest jednak to, że nie potrafi się długo złościć i pewnie, zanim skończę dodawać kolejny post już jej przejdzie. Przynajmniej taką mam nadzieję :) Weronika przecież wiesz jak jest. Nie lubię tego, ale się staram. I tak łatwo nie odpuszczę, bo podobno jestem bardziej uparty niż Ty (co, swoją drogą, wcale nie jest takie proste:).

No i proszę, Weronika pyta co robię. A nie mówiłem. 11 minut i 34 sekundy – tyle dokładnie wytrzymała bez odzywania się tym razem. Proszę państwa mamy nowy rekord. Lecę więc – pracować na następny:)

On ~1

Najpierw myślałem, że zwariowała. Że od tego ciągłego porządkowania, w końcu (nareszcie?) pomieszało jej się w głowie. Że niby jak to mamy do siebie pisać. Przecież codziennie ze sobą rozmawiamy. I do tego jeszcze w sieci? Że niby po co i w jakim celu? Przecież ktoś to może zobaczyć. Ba, przeczytać nawet. Kompletna paranoja. Jakoś nigdy nie lubiłem mówić o swoich uczuciach. A teraz niby mam się nimi dzielić z jakąś anonimową, resztą świata? Że niby za jakie grzechy. Weronika jednak, jak zwykle zresztą, wiedziała jak mnie przekonać. Pół szantaż, pół szat i mat. „Musimy coś z tym zrobić” – powiedziała. „I to szybko. Jak nie chcesz pisać, zawsze możemy się umówić na wieczór zwierzeń na kozetce”. O nie, nie – pomyślałem. To już wole to wszystko wypisać. Wypisać z siebie, że tak powiem. No, więc zaczynam.

Cholera z tego wszystkiego zapomniałem się nawet przedstawić. Jestem Eryk. Jest też Weronika i to właśnie dzięki niej tu trafiłem.